Czy język może być uparty jak osioł? Dlaczego nie mogę się nauczyć niemieckiego?

dnia

Za każdym razem, jak jestem w Polsce na wakacjach, to słyszę to samo zdanie:

Ty to już pewnie w tej Szwajcarii zostaniesz, co? Niemiecki znasz, pracę sobie dobrą znajdziesz, to po co masz do Polski wracać?

No i właśnie tutaj jest taki mały niuansik. Bo ja wcale niemieckiego nie znam. Więc o szukaniu pracy na lokalnym rynku nawet nie mam co myśleć. Wiem, że zaraz znajdą się ekspaci, co powiedzą, że w korporacjach niemiecki nie jest konieczny i można dać sobie radę z angielskim, tylko że moje małe i kochane Berno tak trochę mało korporacyjne jest. Dla tych, co nie w temacie – ekspaci to białe kołnierzyki przeniesione z ziemi nad Wisłą do ziemi pod Alpami. Zazwyczaj na dobrze płatne kontrakty, werbowani u siebie w kraju, więc nikt od nich niemieckiego na dzień dobry nie wymaga. To tak w skrócie rzecz ujmując – to nie ja.

Ja – to już mieszkam w Szwajcarii od dwóch i pół roku i wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że po takim czasie powinnam już się z lokalsami dogadywać. Więc uczę się tego niemieckiego i uczę i nie mogę się go nauczyć. W celu uniknięcia tak zwanych wielce pomocnych i dołujących rad w komentarzach od razu zaznaczę, co zazwyczaj jest zapisane małym drukiem na końcu strony:

  • Nie jestem leniwa. Ba, ja nawet jestem ambitna.
  • Jestem lingwistką i znam pięć języków. Co tylko potwierdza, że nie jestem leniwa, za to ambitna.

Mimo to, wszelkie moje dotychczasowe znane i wypróbowane metody zawodzą. No i dlaczegóż tak jest, no dlaczegóż? Teoretycznie tak łatwo jest się nauczyć języka, prawda? Oto kroki prawdy na mojej cierniowej językowej drodze:

  1. Nauka kolejnego języka to pikuś

Znasz pięć języków, to szósty ci łatwo wejdzie, jak szósty pączek na Tłusty Czwartek. Taaak. Szósty pączek może tak, szósty język – już nie. Dodatkowo zaczynam odkrywać, że im więcej się uczę niemieckiego, tym bardziej zapominam wszystkie pozostałe, wliczając w to polski (!). A to złośliwiec jeden, ten niemiecki. Ale, ale – nie ma tego złego, jak się zapomni swój język, zawsze się można posiłkować znajomo brzmiącymi słówkami. Dach, sznur, beton, szacunki – wiedzieliście, że to te same słowa po polsku i po niemiecku?

2. Rozmawiaj z ludźmi na ulicy po niemiecku

Tak właśnie robię. Problem tylko taki, że w Szwajcarii niemieckiej język niemiecki praktycznie nie istnieje. Każdy mówi dialektem i każdy usilnie będzie mi odpowiadał w dialekcie, dopóki go jasno i wyraźnie nie poproszę, żeby używał swojego oficjalnego języka narodowego. I jak się już odezwie, to czasami mam problem, bo dalej nie rozumiem, co mówi, tylko że teraz nie wiem, czy nie rozumiem po niemiecku, czy nie rozumiem w dialekcie. Nie zrażając się brnę dalej próbując sama coś wydukać w tym dojczu, może chociaż mowę sobie trochę poćwiczę. Zazwyczaj oczy rozmówcy robią się coraz większe i większe, grymas twarzy przechodzi z prawa na lewo, aż dojdzie do kulminacyjnego punktu i usłyszę raniące moją ambitną duszę Do you speak English? Aułć. Niemiecki kontra moja ambicja 1-0.

3. Nauczysz się niemieckiego rozmawiając z kolegami w pracy

Żeby rozmawiać po niemiecku z kolegami w pracy, trzeba znaleźć pracę. Żeby znaleźć pracę, trzeba znać niemiecki. Taka prosta filozofia i kółko się zamknęło.

4. Idź na kurs językowy

Czy ja już wspominałam wcześniej, że Szwajcaria jest droga? To jakby ktoś do tej pory nie zauważył i jeszcze tego nie wiedział, to uprzejmie informuję, że jak wszystko inne w tym kraju, kursy językowe też są drogie. Miesięczny, intensywny kurs kosztuje w okolicach tysiąca frankoli (przy obecnej huśtawce franka to między 3,5 a 4 tysiaki Szopenów). W moim przypadku, ponieważ jestem matką intensywnie pracującą w domu nad rozwojem dwójki małoletnich, dochodzi jeszcze koszt opieki nad pisklakami. Bywają kursy dla matek z dziećmi, często bardziej opłacalne cenowo, bo z dofinansowaniem. Byłam, ukończyłam, bo się okazało, że moja ambicja poznania niemieckiego przerosła poziom nauczanej wiedzy. Tyle sama się uczyłam w domu, że od razu trafiłam na ostatni semestr. I na co mi to było być tak ambitną?

To idźmy w takim razie dalej tym tropem: czy można się nauczyć języka samemu w domu?

5. Ucz się słówek z aplikacji w telefonie

Przeczytałam ostatnio bardzo mądrą teorię. Otóż matki wychowujące małe dzieci mają bardzo często problem z pamięcią i koncentracją. Nie wynika to wcale z faktu, że przez 24 godziny dziennie ktoś (ktosie) im buczy nad uchem, lecz z tego, że w organizmie buszują hormony odpowiedzialne za zapominanie. To w teorii po to, żeby zapomnieć, jak miło jest podczas porodu i wychowywania małego dziecka. Poza tym, za pamięć odpowiedzialne są szare komórki w mózgu, które tworzą się podczas snu. Jak wiadomo, małe dzieci uważają, iż luksus spania jest matkom absolutnie zbędny, a ja mam dwoje małych pisklaków, więc mój luksus bezsennych nocy jest podwójny. Z tego wynika jasno, że brak mi szarych komórek, żeby się wkuwać słówek. Dobrze chociaż, że nie piątej klepki.

4.Słuchaj radia i oglądaj z dziećmi bajki po niemiecku

Słucham, słucham, nawet się katuję lokalnym berneńskim radiem RABE. Po dwóch latach jestem już w stanie zrozumieć, gdzie aktualnie w Szwajcarii tworzą się korki. Dla ewentualnego przyszłego pracodawcy to raczej mało przydatna umiejętność. Co do oglądania bajek – no tak, tylko że moje dzieci nie oglądają telewizji, ja zresztą też nie. Bajki więc odpadają. W ogóle podczas ostatniego pobytu w Polsce zauważyłam, że dzieci bardzo dużo czasu spędzają przed ekranem (TV/laptop/smartfon). Czy tylko ja taka surowa jestem i nie pozwalam się maluchom technologizować, czy rzeczywiście w Szwajcarii mniej tego srebrnego ekraniku przed oczami?

5. Rozmawiaj w domu po niemiecku

Żeby rozmawiać w domu po niemiecku, musiałabym mieć męża Szwajcara na przykład. A ja mam męża Szwajcara, ale tak jakby z innej planety, bo z włoskojęzycznego kantonu, więc jeżeli już w domu brzmi „szwajcarski”, to raczej „włosko-szwajcarski”, niż „niemiecko-szwajcarski”. A poza tym to rozmawiamy w domu po polsku i tu poproszę o brawa i oklaski, że taka patriotka jestem i dzieci rodzimego języka uczę.

6. Mów do dzieci po niemiecku

Olaboga! Jak przy dziecku po niemiecku??? Przecież ja tu pod szwajcarską strzechą polski język usilnie tłukę i tłukę. Zresztą, mój rozgadany pisklak ma dopiero dwa lata i jest na raczej na etapie mówienia Mama nie pisać telefonu do taty. Mama bawić się tu koparka. Obawiam się, że mój niemiecki brzmi dokładnie tak samo, jak jego polski i potem będzie na podwórku palcem wskazywał na rodzicielkę, jak się będą z niego dzieci śmiały, że tak dziwnie mówi. Raz próbowałam przeczytać mu bajkę po niemiecku, zgodnie z zasadą nauki języka obcego, iż należy zawsze czytać na głos – w celu ćwiczenia mowy. Dziwnym trafem trumf trumf misia bela, misia kasia kąfacela w ustach mamy brzmi wiarygodnie. Ba! Nawet niemieckie, włoskie i angielskie piosenki przechodzą bez bólu. Ale przy niemieckiej książeczce o trzech tygrysach pisklę popatrzyło się na mnie z wyrzutem w oczach i się rozpłakało.

Koniec czytania bajek po niemiecku.

7. Ucz się języka w internecie

Ha! Po wszystkich moich próbach i błędach dochodzę do wniosku, że to chyba najgorsza możliwość nauki języka. Oczywiście, korzystam z niej dalej, nie oszukujmy się. Ćwiczenia z gramatyki, filmiki na youtube, wirtualna szkoła językowa, niemieckie blogi, rozmowy przez Skype – wszystko przeszłam. Przez dwa lata grzebałam w tym przepastnym oceanie wiedzy i niewiedzy, zanim w końcu znalazłam strony, które odpowiadają mi poziomem, sposobem przekazu, są ciekawie napisane/nagrane i warto do nich wracać. A jaką mam długą listę stron zapisanych do obejrzenia w Ulubionych w przeglądarce! Ho, ho! Pewnie kolejne 10 lat mi zajmie, zanim przez to wszystko przejdę. Bo – niestety – internet ma to do siebie, że jest w nim absolutnie wszystko. Ziarna i plewy. Z mojego obecnego doświadczenia wynika, że najlepiej sprawdzają się newslettery. Raz ma tydzień – dwa dostanę na maila małą, przyswajalną porcję wiedzy, to jest szansa, że to przeczytam, obejrzę i jeszcze zrobię ćwiczenia. Coś w głowie zostaje (mimo braku tych szarych komórek).

8. Czytaj gazety i książki

Czytam. Wszystkie darmowe gazetki i ulotki, które mi wrzucają do skrzynki. Czytać się już nauczyłam, nawet całkiem nieźle rozumiem pisany tekst. Niestety, czytanie nie gwarantuje znajomości języka, tak samo jak słuchanie, oglądanie, czy pisanie. Wszystko to jednak jest wiedza teoretyczna, a nie praktyczna. Teoretycznie wiem, jak się odmienia czasowniki i tworzy szyk zdania. Teoretycznie rozumiem to, co czytam i słyszę. Tyle, że bez mówienia nie ma żadnej porządnej nauki. Pięciolatki w piaskownicy nie potrafią czytać, nie wiedzą co to Konjunktivy i Dativy, ale mówić po niemiecku potrafią.

9. Rozmawiaj po niemiecku z innymi cudzoziemcami

;)))) Łapka w górę, kogo nie świerzbi język, żeby przejść na angielski, zamiast się katować niemieckim. No cóż, ciężkie, ale wykonalne. Nie z dobrymi znajomymi, nie oszukujmy się. Jednak piwo po pracy nie smakuje tak samo, jak trzeba myśleć o konstrukcji czasu przeszłego. Ale już z całkiem obcymi ludźmi, którzy dukają podobnie jak my – troszeczkę łatwiej. Zapisałam się na Grupę Konwersacyjną po Niemiecku (Deutsche Konversationsgruppe) i nawet byłam raz na spotkaniu… w styczniu. I potem miałam jeszcze raz wpaść, ale jakoś zajęta byłam przez ostatnie 8 miesięcy. Ale pójdę na pewno. NA PEWNO.

No i co tu zrobić? Jest jeszcze dla mnie jakiś ratunek?Ktoś wie, jak się wreszcie nauczyć tego niemieckiego?

 

Ps: Jak się w końcu nauczę, to też wam o tym napiszę. Co by inni mieli z głowy

Reklamy

8 Komentarzy Dodaj własny

  1. Ewa P pisze:

    Genialne. Tez tak mam z niemieckim. Włączam się do klubu… 😀

    Polubienie

    1. Ja nie wiem, co jest nie tak z tym jezykiem! 😀

      Polubienie

      1. Ewa P pisze:

        No właśnie. Francuskiego nauczyłam się szybko, bez problemu. Myślę że może to być kwestia tego żeby przebywać między ludźmi którzy się posługują niemieckim. Jak byłam w pracy z samymi Francuzami to nie miałam wyboru. A macie coś takiego jak language exchange? Spotkanie przy kawie czy drinku i luźna rozmowa. U nas, w Dijon jest, ale…raz poszłam :), były stoliki kazdy znanym językiem, wstydziłam się usiasc pytanie niemieckim z moim poziomie więc siadlam do angielskiego i francuskiego (hahahaha), dałam czadu jak nic :D. W końcu jakimś cudem znalazłam sie orzy niemieckim i wogole nie odzywałam jakbym polknela język. W sumie to grupa była 65+ więc jakoś ciężko było wbić się w temat 😀

        Polubienie

      2. Nie słyszałam wcześniej o language exchange, tera sobie sprawdziłam kilka spotkań w necie, wszystkie są tego samego dnia o tej samej porze 😀 Szwajcarska precyzja ;D ale z polskim nikt nie szukał partnera ;(

        Polubienie

  2. Krzysiek pisze:

    Hej. No trzeba być cierpliwym. Czytanie, słuchanie i tv to na samym koncu jako dodatek. Trzeba próbować mówić po prostu. Namów męża na wspólną naukę, prowokuj rozmowy na ulicy, tak żebyś to ty jak najwięcej opowiadała. I uwaga to też dobre: pisz sobie wypracowania, sama z głowy, najlepiej na temat, który potem możesz wykorzystać w życiu codziennym. Inna ocja to rozmowki skype, łatwo znaleźć kogoś, kto z Tobą za kilka franków godzinę porozmawia – choćby kogoś w Polsce.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w nauce:)

    Polubienie

    1. Dzieki za rady! O pisaniu sobie wypracowan nie pomyslalam. Ps. Moj maz zna bardzo dobrze niemiecki, w ogole mi nie pomaga 😄

      Polubienie

  3. Zapraszam po porady odnośnie nauki niemieckiego na mój blog. Może pomogę ;). Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    Polubienie

    1. Dzieki, na pewno wpadne!

      Polubione przez 1 osoba

podziel się ze mną swoim komentarzem ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s