Fryderyk Chopin był Francuzem, czyli czego stereotypowy Polak nie wie o Szwajcarii

P1020375
Berno

1. Stolica Szwajcarii to Zurych

Nie, a może jednak Genewa? Surprise, surprise, jednak nie Zurych i nie Genewa, bo Berno. W Szwajcarii jest Berno? To Brno na Słowacji? Nie, to Berno w Szwajcarii. Mało osób kojarzy nie tylko jaka jest prawdziwa stolica Szwajcarii, ale że w ogóle jest takie miasto. Zurych to stolica biznesu i bankowości, Genewa – zegarków i organizacji międzynarodowych, a Berno jest malutkie i słodkie, takie średniowieczne i nie lubi się chwalić tym, co ma najlepsze. A ma zdecydowanie jedną zaletę nad pozostałymi: Jest na tyle małe, że można je przejść na piechotę. Ewentualnie przejechać wzdłuż i wszerz jedną linią tramwajową.

zurych
Zurych

2. Trójkątne czekoladki z Matterhornu
Kojarzycie trójkątne czekoladki w żółtym długim opakowaniu z obrazem góry? Możecie się przyznać, ja też nie wiedziałam, że Toblerone jest ze Szwajcarii a ckliwy obrazek to jeden z bardziej znanych szczytów, Matternhorn. Zresztą słynny trójkątny kształt czekoladki inspirowany jest właśnie szczytem Matterhornu. Kto nie wierzy, wystarczy żeby wjechał pociągiem do bezsamochodowego Zermatt, stamtąd kolejką zębatą do Goernergrat i już może chrupać tobleronową czekoladę z widokiem na Matternhorm i dwadzieścia innych czterotysięczników.

zermatt
Eko Zermatt – wszystkie samochody są elektryczne, a do miasteczka można się dostać jedynie przy pomocy kolei zębatkowej

matternhorn

3. Serowi Milionerzy

Z Holandii jest gouda, z Francji camembert, z Włoch mozarella, a ze Szwajcarii? No, jaki serek, kto wie? Niby Szwajcaria to krowy i alpejskie hale, ale serów helweckich w ogóle nie znamy. No to pierwsze koło ratunkowe.

Telefon do przyjaciela: Emme, rzeka w kantonie berneńskim.

Nic?

To w takim razie pytanie do publiczności: Emmental, dolina rzeki Emme.

Teraz będzie już prosto: dla jeszcze-nie-kumających, trzecie koło ratunkowe:

Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt: Emmentaler.

Ta dam! Nagroda gwarantowana, swojsko brzmiący emmentaler z supermarketu jest już w koszyku. W drugim etapie jest trudniej, bo do koszyka dorzucić trzeba jeszcze Gruyere, Vacherin, Tomme i Appenzeller. I jeszcze kilkanaście innych, równie śmierdzących i równie przepysznych, a właściwie smaczniejszych, bo emmentaler mocno już komercyjny, a i smak taki mało charakterystyczny.

O serach można by długo, bo bez serów Szwajcarii nie ma, więc dla przypomnienia:

przypowieść pierwsza o śmierdziuchach na stole

przypowieść druga o gruyere

przypowieść trzecia o fondue

krowa

Advertisements

4 Comments Add yours

podziel się ze mną swoim komentarzem ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s