Komu maryśkę, komu kość słoniową? Mały szmugielek w imię zdrowego żołądka.

Szwajcaria ma granice. To zaskakujące, wiem. Jedzie sobie człowiek samochodem po Europie ponaddźwiękowymi autostradami w Niemczech, a tu ZONK. Skręca go od widoków na pokręconych aplejskich drogach we Włoszech, a tu ZONK. Jeszcze język śpiewnie zwija się po francusku w Ou la la, Bon Ton i Mon cherie, a tu ZONK. Jakiś szlaban i jeszcze się trzeba zatrzymać. Po ponad 10 latach w Unii Europejskiej my też mamy granice, ale tak jakby ich nie było. Ktoś jeszcze pamięta, jak to było odstać swoje na przejściu granicznym? Najgorsi chyba zawsze byli Węgrzy. Jak już się nie mieli do czego przyczepić, to ze złości mówili po węgiersku. Tak, żeby nikt ich nie zrozumiał.
Szwajcarzy nie są złośliwi, z uprzejmości mówią nawet na granicy w językach zrozumiałych nie tylko u nich (co im się bardzo chwali). Ale granice swoje mają. Z przejściem granicznym, kolejkami samochodów, odprawą celną i tax free. A jak jest granica, to wiadomo – trzeba coś przemycać. Bo jak to tak, stoją panowie oficerowie i żadnego szmuglu? Fee, nieładnie.

Hop Hop!

Od teraz mamy nową stronę! Randkizfrankiem.pl

Cały artykuł znajdziesz tutaj: Mały szmugielek w imię zdrowego żołądka

 

 

Reklamy

podziel się ze mną swoim komentarzem ;)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s